Walentynki na biegówkach
- JW
-
Maj 1945 roku. Podczas gdy Europa świętowała koniec najkrwawszej z wojen, w Katowicach zapadały decyzje, które na zawsze miały zmienić oblicze naszego miasta. To właśnie wtedy Szymon Koszyk, doświadczony działacz narodowy i powstaniec śląski, otrzymał misję, która dziś brzmi jak scenariusz filmu przygodowego.
Wszystko zaczęło się 2 maja 1945 roku. To właśnie tego dnia Śląski Urząd Wojewódzki wydał dekret powołujący Szymona Koszyka na stanowisko pierwszego burmistrza Głuchołaz w powiecie nyskim. Już następnego dnia Koszyk, wraz z naprędce sformowaną ekipą pracowników magistrackich, wsiadł do pociągu jadącego w nieznane.
Wówczas nikt nie mówił o „Ziemiach Odzyskanych” w sposób uroczysty – w pociągowych rozmowach królowało określenie „dziki Zachód”. Panował tam chaos, niepewność i... realne niebezpieczeństwo.
Podróż do Głuchołaz wcale nie była prosta. Administracja nie wjechała do miasta „na białym koniu”. Na zachód od Koźla pociąg z polską ekipą został ostrzelany przez grasujące w lasach bandy SS.
Urzędnicy zostali zmuszeni do zmiany planów i wycofania się do Opola, gdzie przez trzy dni czekali na transport autobusowy. Co ciekawe, pierwszy burmistrz wraz ze swoim zespołem koczował w tym czasie... na trawnikach pod Dyrekcją Pocztową.
Kiedy w końcu udało się ruszyć w dalszą drogę, widoki za oknem były przerażające. Droga prowadziła przez pusty Niemodlin i kompletnie spaloną Nysę, mijając zaminowane pola i porzucone trupy żołnierzy.
Tym większym zaskoczeniem dla przybyszów był widok samych Głuchołaz:
Miasto ocalało: W przeciwieństwie do sąsiedniej Nysy, Głuchołazy były niemal niezniszczone.
Tłumy na ulicach: W mieście przebywało wówczas około 12 000 mieszkańców (choć nie wszyscy byli stałymi rezydentami).
Rosyjskie rządy: Na miejscu działała już komenda wojsk radzieckich, która zdążyła powołać tymczasowy magistrat złożony z dawnych urzędników niemieckich.
Szymon Koszyk wykazał się dużą pragmatyką. Zamiast usuwać wszystkich dotychczasowych pracowników, przyjął niemieckich urzędników do pomocy w nowo tworzonym Zarządzie Miejskim. Problemy były jednak prozaiczne – brakowało jedzenia. Aby wyżywić kadrę i napływających rzemieślników, burmistrz musiał organizować specjalne kuchnie, a konie nienadające się do pracy przeznaczano na rzeź.
„Był to okres »bezgotówkowy«, bo pobory otrzymaliśmy dopiero po pięciu miesiącach! Łatwo nam nie było, ale dawaliśmy sobie radę” – wspominał po latach Koszyk.
Tak narodziły się polskie Głuchołazy – miasto, które zamiast gruzów, przywitało pionierów tętniącymi życiem ulicami, ale też pustą kasą i niebezpieczeństwem czyhającym w okolicznych lasach.
Źródła: „Słowo na Śląsku”, nr 38, wrzesień 1954 r.
Czytaj też: Piękna Madonna z Biskupowa
Zobacz też: Odsłonięcie pamiątkowej tablicy w Starym Lesie
Zobacz również: A Bolkowice są w Jarnołtówku
Nasza strona: glucholazy.eu
Głuchołazy - portal miasta i gminy. Wiadomości i komentarze.
