W dolnej części Głuchołaz, niedaleko miejsca, w którym przed wiekami znajdowała się Brama Dolna, stoi niewielki kościółek św. Rocha. Dziś otaczają go kamienice, ulice i miejska zieleń. Kiedy jednak powstawał, znajdował się poza murami ówczesnego Ziegenhals.
To jeden z najbardziej niezwykłych zabytków miasta. Jego historia jest bezpośrednio związana z wielką epidemią, która dotknęła Głuchołazy w pierwszej połowie XVII wieku. Świadczą o tym nie tylko późniejsze przekazy, ale również zapis samego fundatora świątyni.
Wielka zaraza w Głuchołazach
Paul Kutzer, autor przedwojennej historii Głuchołaz, pisał o „wielkiej zarazie” z lat 1625–1627. W swojej wcześniejszej kronice miasta przytoczył informację z inwentarza proboszcza Eliasza Borna z 1627 roku. Według tego dokumentu trzyletnia epidemia zmniejszyła liczbę osób przystępujących do komunii w mieście i okolicznych wsiach z około 1400 do 1100.
Nie była to więc późniejsza legenda przypisana do niewielkiej kaplicy. Zaraza była realnym wydarzeniem, które pozostawiło po sobie ślad w dokumentach i w pamięci miasta.
W wydanej w 1932 roku Kirchengeschichte von Ziegenhals Kutzer pisał wprost, że szczególnie dotkliwa epidemia przypadła na lata 1625–1627, kiedy proboszczem był Eliasz Born. Właśnie wtedy nasilił się kult św. Rocha i św. Sebastiana – świętych, których wzywano jako patronów chroniących przed zarazą.
Eliasz Born wybudował kościółek z własnych pieniędzy
Najważniejszy zapis dotyczący powstania świątyni pochodzi od samego Eliasza Borna.
Kutzer przytacza jego inwentarz z 1627 roku, w którym proboszcz napisał, że w ciągu dwóch ostatnich lat, czyli 1626 i 1627 roku, wybudował kaplicę św. Rocha z własnych środków.
Autor przedwojennej monografii podkreśla, że jest to bezpośrednia i jednoznaczna informacja fundatora. Kościółek nie był więc jedynie odnowieniem jakiejś znacznie starszej budowli. Powstał jako nowa kaplica w latach 1626–1627. Został poświęcony św. Rochowi i św. Sebastianowi.
To istotne, ponieważ przez lata pojawiała się również teoria, że kaplica mogła pochodzić jeszcze z czasów „czarnej śmierci” około 1350 roku. Kutzer zdecydowanie ją odrzucał. Wyjaśniał, że wcześniejsze datowanie było wynikiem błędnej interpretacji dawnego obrazu przedstawiającego miasto.
Przed Bramą Dolną, poza murami miasta
Kościółek wzniesiono na Dolnym Przedmieściu, poza dawną Bramą Dolną i murami miejskimi. Tak jego położenie opisuje Kutzer.
Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić. Świątynię otacza zwarta zabudowa Głuchołaz. W XVII wieku znajdowała się jednak na obrzeżu miasta.
Jej lokalizacja z czasem nabrała dodatkowego znaczenia. Kościółek stał się kaplicą cmentarną i miejscem modlitwy za zmarłych.
Kaplica nie od razu została konsekrowana
Choć budowla była gotowa w 1627 roku, nie była jeszcze poświęcona. Planowano dokonać konsekracji w następnym roku.
Co ciekawe, Kutzer przytacza wizytację z 1651 roku, z której wynika, że wówczas nadal nie był konsekrowany ołtarz.
Z fundacją świątyni związano natomiast obowiązek odprawiania w każdy poniedziałek mszy za zmarłych. Kaplica posiadała również związane z fundacją nieruchomości – ogród, stodołę, dom i niewielką parcelę ziemi.
Już ten zapis pokazuje, że od początku miejsce miało silny związek z pamięcią o śmierci i zmarłych.
Z czasem stał się kościółkiem cmentarnym
W 1673 roku zdecydowano, że przy św. Rochu mają być chowani zmarli należący do wiejskiej części parafii.
Kolejna ważna zmiana nastąpiła w 1800 roku. Zlikwidowano wtedy cmentarz przy głównym kościele parafialnym św. Wawrzyńca. Od tego czasu teren przy św. Rochu przez wiele lat był jedynym miejscem pochówku mieszkańców miasta.
Dopiero w 1866 roku Głuchołazy otrzymały nowy cmentarz komunalny przy ówczesnej Neustädter Straße.
Dzisiejszy zielony teren wokół kościółka jest więc dawnym miejscem pochówku wielu pokoleń mieszkańców Głuchołaz.
Ślub św. Rocha przetrwał przez stulecia
Pamięć o zarazie nie ograniczała się do murów świątyni.
Kutzer pisał w 1932 roku, że w Głuchołazach wciąż zachowywano Rochusgelöbnis, czyli ślub św. Rocha. Uroczystość odbywała się corocznie w niedzielę po 16 sierpnia.
W kościółku odprawiano mszę, po południu nieszpory, natomiast kazanie głoszono pod gołym niebem.
Szczególnie interesująca była trasa procesji. Przechodziła przez Rynek i Rosengasse – ulicę Różaną. Kutzer wyjaśniał, że właśnie przy tej ulicy zaraza miała szczególnie mocno dotknąć mieszkańców.
To wyjątkowy przykład tego, jak pamięć o wydarzeniu z XVII wieku mogła przetrwać w przestrzeni i obyczaju miasta przez kolejne stulecia.
Z zewnątrz gotycki, wewnątrz renesansowy
Współczesny turysta może zwrócić uwagę na charakterystyczną bryłę kościółka: stromy dach, niewielką sygnaturkę oraz ostrołukowe okna.
Podobnie opisywał świątynię już Kutzer. Za gotyckie uważał przede wszystkim stromy szczyt i ostrołukowe okna. Dach wieńczyła drewniana sygnaturka z niewielkim dzwonem.
Wnętrze było jednak znacznie bardziej zróżnicowane stylistycznie.
Ołtarz główny, który według Kutzera powstał wraz z kościołem, zachował jeszcze pewne późnogotyckie elementy ornamentyki, ale jego zasadnicza konstrukcja jest renesansowa. Autor porównywał go z bogatszymi renesansowymi ołtarzami z Nysy.
Ołtarz pełen symboli
Najbardziej niezwykłym elementem wnętrza jest ołtarz główny.
Jego program ikonograficzny trudno zrozumieć bez znajomości historii epidemii.
Według Kutzera ołtarz wieńczył pelikan, będący symbolem Chrystusa. Dawna tradycja głosiła, że pelikan potrafi poświęcić własne życie dla młodych. W sztuce chrześcijańskiej stał się więc symbolem Chrystusa oddającego życie za ludzi.
Na zachowanych archiwalnych fotografiach najwyższa część nastawy nie jest widoczna dostatecznie dobrze, aby pelikana łatwo rozpoznać, ale jego obecność jednoznacznie potwierdza przedwojenny opis.
Obraz namalowany przez miejscowego artystę
Centralny obraz ołtarza wiąże się z miejscowym malarzem Schönfelderem.
Kutzer podaje, że główny obraz został przez niego namalowany „aus Gelübde”, czyli w związku ze ślubem lub jako wotum.
W dalszej części swojej książki autor dodaje, że w dokumentach z 1654 roku potwierdzony jest malarz Christoph Schönfelder. Obrazy w kaplicy nie były malowane olejno, ale jako obrazy tablicowe wykonane tradycyjną techniką temperową. Kutzer uważał je za element stylistycznego przejścia od renesansu do baroku.
Nie można jednak automatycznie uznać 1654 roku za dokładną datę powstania centralnego obrazu. To rok, w którym działalność malarza jest potwierdzona dokumentami.
Strzały zarazy i karząca ręka Boga
Sam obraz należy do najbardziej zagadkowych zabytków kościółka.
Kutzer opisywał go jako przedstawienie Dzieciątka Jezus na łonie Maryi, powstrzymującego strzały zarazy o płonących grotach oraz rękę Boga miotającą błyskawice. Całość miała symbolizować karzącą sprawiedliwość.
Na obrazie pojawia się również dłoń z młotem, której autor przypisywał podobną symbolikę.
Archiwalna fotografia pozwala dziś przyjrzeć się scenie znacznie dokładniej. Widać na niej Maryję z Dzieciątkiem, ponad nimi ogromną rękę wyłaniającą się z obłoku, z jednej strony wiązkę strzał lub piorunów, a z drugiej dłoń z młotem.
Co ciekawe, fotografia sugeruje, że to sama Maryja wyciąga rękę w stronę „strzał zarazy”. Przedwojenny opis przypisuje gest powstrzymywania Dzieciątku.
Niezależnie od tej różnicy sens całego przedstawienia pozostaje czytelny: Maryja z Dzieciątkiem występują jako orędownicy ludzi, nad którymi zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo.
Temu niezwykłemu obrazowi poświęcimy osobny artykuł.
Święty Roch i święty Sebastian
Po obu stronach głównego obrazu ustawiono rzeźby św. Rocha i św. Sebastiana.
Nie jest to przypadkowy dobór postaci. Obaj święci należeli do najważniejszych patronów wzywanych podczas epidemii.
Kutzer zwracał uwagę także na nietypowe ustawienie rzeźb. Figury stoją naprzeciwko siebie i zwracają twarze do wnętrza ołtarza. Według autora odwrócenie ich w drugą stronę powodowałoby, że patrzyłyby na zewnątrz kompozycji.
W innym miejscu książki Kutzer zalicza rzeźby Rocha i Sebastiana do elementów pokazujących przejście stylistyczne od renesansu do baroku.
Święty Izydor i Wąż Miedziany
Ołtarz kryje więcej interesujących przedstawień.
Kutzer wymienia obraz św. Izydora – patrona rolników – przedstawionego podczas orki. Wiąże jego obecność z faktem, że kilkadziesiąt lat po powstaniu kaplicy teren przy niej zaczął służyć jako miejsce pochówku ludności wiejskiej.
Na przedniej części ołtarza znajdowało się również rzeźbione przedstawienie Miedzianego Węża, otoczone ornamentami roślinnymi.
To szczególnie interesujący motyw w świątyni związanej z epidemią. Biblijna opowieść o Miedzianym Wężu mówi przecież o ocaleniu ludzi od śmierci.
Boczne ołtarze i epitafia
Po obu stronach ołtarza głównego znajdowały się również boczne konstrukcje, które Kutzer określa jako ołtarze lub epitafia.
Po prawej stronie znajdował się relief przedstawiający modlącego się św. Izydora oraz anioła przy orce. Po lewej – relief z koronowaniem Chrystusa cierniem. Kutzer wymienia również Pietę oraz przedstawienie św. Alfonsa Liguoriego.
Archiwalne fotografie pokazują, jak bogate było kiedyś wyposażenie tej niewielkiej świątyni.
Kościółek zmieniał się przez wieki
Dzisiejszy wygląd budynku nie jest dokładnie taki sam jak w XVII wieku.
Źródła mówią, że dawniej dach był kryty gontem, a konstrukcja dachowa miała inną formę. Kościółek ucierpiał również podczas wielkiego pożaru Głuchołaz w 1834 roku.
Około 1860 roku proboszcz Bulang zlecił remont znajdującej się w złym stanie świątyni.
Kolejne pokolenia mieszkańców zmieniały więc jej wygląd, ale zasadnicza XVII-wieczna historia miejsca pozostała czytelna.
Mały kościół, wielka historia
Dziś kościółek św. Rocha można minąć w kilka chwil. Jest niewielki i niemal ginie wśród otaczających go budynków.
Kiedy jednak pozna się jego historię, wygląda zupełnie inaczej.
Powstał w czasie jednej z największych tragedii, jakie dotknęły dawnych mieszkańców Głuchołaz. Proboszcz Eliasz Born wybudował go z własnych środków podczas wielkiej zarazy z lat 1625–1627. W kolejnych stuleciach kościółek stał się miejscem pochówku mieszkańców i centrum corocznych uroczystości związanych ze ślubem św. Rocha.
Jego ołtarz przechował jeszcze bardziej niezwykłą opowieść – o strzałach zarazy, karzącej ręce Boga, Maryi z Dzieciątkiem, świętych Rochu i Sebastianie oraz pelikanie symbolizującym ofiarę Chrystusa.
To nie jest więc tylko kolejny stary budynek w Głuchołazach.
To jeden z nielicznych miejscowych zabytków, w których niemal każdy element – lokalizacja, wezwanie, obraz, rzeźby i dawna procesja – przypomina o konkretnym wydarzeniu sprzed czterystu lat.
O wielkiej zarazie, która zmieniła miasto i pozostawiła po sobie kościółek św. Rocha.
To pierwszy tekst z naszego cyklu o kościółku św. Rocha. W kolejnym przyjrzymy się dokładnie tajemniczemu obrazowi ze „strzałami zarazy” i spróbujemy odczytać wszystkie symbole ukryte w XVII-wiecznym ołtarzu.
Czytaj też: Kaplica św. Anny na Wiszących Skałach
Zobacz też: Kupcy z Ziegenhals – między tradycją a nowoczesnym handlem
Zobacz również: 10 atrakcji Głuchołaz, które musisz zobaczyć!
Nasza strona: glucholazy.eu
Głuchołazy - portal miasta i gminy. Wiadomości i komentarze.
FB strona
FB grupa Głuchołazy
Głuchołazy na YouTube





